Aktualności

„Na Anioł Pański biją dzwony”. Poeci polscy i węgierscy w obronie chrześcijańskiej Europy

 

PAWANA NA ŚMIERĆ EUROPY

albo kilka uwag o Orfeuszu, chumanizmie (sic!) i feniksologii

 

Pewien filozof, matematyk i fizyk, w dodatku syn pastora, stwierdził, iż Bóg jest „poetą, który zbawia świat – prowadząc go ku wartościom prawdy, piękna i dobra” (A. N. Whitehead). Warto przywołać tę myśl w obliczu prawdziwej katastrofy antropologicznej, wobec której stoi współczesna kultura zachodnia. Można wręcz mówić o ucieczce Europy od „Europy” – Europy, stojącej na progu unicestwienia, na skrzyżowaniu hedonizmu i nihilizmu (przywołajmy myśl abpa Andrása Veresa); Europy, w której zostało zanegowane istnienie obiektywnej prawdy – i Tego, który jest Prawdą (zob. J 14, 6). I nawet jeśli Europa ocali swoją suwerenność polityczną czy gospodarczą, jednak w dziedzinie duchowej coraz mocniej ujawnia się jej bankructwo. Dobrze zatem, iż grupa węgierskich i polskich pisarzy (pod egidą Konrada Sutarskiego i Anny Zielińskiej Brudek) postanowiła ogłosić drukiem antologię „w obronie chrześcijańskiej Europy”. Poniższe uwagi stanowią kontekst do lektury tekstów antologii oraz swoistą rekomendację dzieła, zrodzonego ze współpracy Polaków i Węgrów (parafrazując zmarłego w tym roku Milana Kunderę, można by z gorzką ironią powiedzieć: w obronie wartości nie stanie Moskwa i Bruksela, jednak Europa zawsze mogła liczyć na Budapeszt i Warszawę).

 

1) Uwaga o Europie od Benedykta do Benedykta

Kilka lat temu w szkole średniej uczyłem młodych ludzi zafascynowanych poezją Larsa Gustafssona. Niby dobrze, że młodzi czytają poezję, jednak bohater liryki szwedzkiego autora to postmodernistyczny człowiek pozbawiony wiary i tego, co przez stulecia cechowało gatunek ludzki – wierności prawdzie, dobru i dzielności. Tymczasem właśnie poszukiwanie mądrości i sensu, poprzez powrót do tradycji, stanowi jedyną drogę ocalenia współczesnej Europy. Dramatem Europy jest jej własna pustka i jałowość, odejście od prawdziwych wartości, niszczenie fundamentów chrześcijańskiej wizji człowieka i świata w imię rozmaitych ideologii.

Nawet elita intelektualna Starego Świata przeniknięta jest do głębi pustką, poczuciem frustracji i bezsensu. Świadectwem tego niech będzie fragment z liryki Larsa Gustafssona (zm. 2 kwietnia 2016 r.). Autor Śmierci pszczelarza nie przejawia radości życia, entuzjazmu, optymizmu, nie posiada wiary w sens, nie ma w nim pragnienia walki o wyższe wartości. Z pewnym samozadowoleniem konstatuje, że wszystko zmierza ku unicestwieniu: Chciałbym/ nie bez ulgi/ zobaczyć, jak znika świat.

Oczywiście, możemy w słowach Gustafssona dostrzegać gorycz starego człowieka, jednak (i tutaj pojawia się prawdziwy dramat Europejczyka-intelektualisty) nie wolno zignorować bardziej istotnej postawy: bohater Gustafssona to postmodernistyczny człowiek wyzuty z wiary, człowiek pozbawiony tego, co przez tysiące lat cechowało gatunek homo sapiens – wierności prawdzie, dobru i dzielności. Upadek dzielności, rozumianej jak „męstwo bycia”, dokonuje się przy akompaniamencie muzyki, to znaczy bohater Gustafssona jest estetą i koneserem sztuki, kontemplującym jej piękno, którego nie interesuje jednak prawdziwe życie. Nie walczy o dobro i prawdę, ponieważ… wybrał rolę biernego/leniwego obserwatora: Logonauta słuchał uważnie./ Po czym skomentował/ z właściwym sobie spokojem:/ „Kto ma w sobie wielką ciemność,/ rzadko boi się ciemności”.

Właśnie ta „ucieczka od światłości” (chciałoby się dodać – od Tego, który jest Światłością; zob. J 8, 12) stanowi prawdziwy dramat współczesnej Europy. Dramat kultury zachodniej, której narodziny są wcześniejsze niż aroganckie i butne elaboraty Unii Europejskiej, bowiem prawdziwa Europa to dzieło duchowe, świat sięgający swoimi początkami świętego Benedykta z jego dewizą ora et labora. A wcześniej Greków (Homer, Sokrates, Platon, Arystoteles) i tych, którzy Greków udanie udawali (tzn. naśladowali w swoim umiłowaniu mądrości). To również postawa Lead, Kindly Light kard. Johna Newmana zamiast Kto ma w sobie wielką ciemność Gustafssona. Ta prawdziwa Europa, od opata Benedykta do papieża Benedykta XVI, stanęła w naszym XXI wieku nad przepaścią.

Dobrze zatem, iż powstała antologia „w obronie chrześcijańskiej Europy”.

 

2) Uwaga o Offenbachu i Glucku

Współczesna kultura (a raczej antykultura) przypomina Orfeusza à rebours. Zamiast klasycznej opowieści o miłości silniejszej od śmierci (wersja Christopha Glucka, w której odnajdujemy poetyckie piękno) karmi się nas dzisiaj parodią mitu o nieśmiertelnej miłości, z finałowym kankanem tańczonym w piekielnej scenerii (operetka Offenbacha). Zamiast prawdy, dobra i  miłości homo sapiens szuka sensu życia w nieustającej rozrywce, pragnie bawić się aż do upadłego i umierać ze śmiechu.

Ten proces demoralizacji człowieka rozpoczyna się – zdaniem Allana Blooma z Cornell University – już w szkołach. Studenci wychowywani są przez głupców, którzy zamiast nauki uprawiają ideologię. „Nie schodzą im z ust rozpaczliwe komunały na temat stanowienia o własnym losie, szanowania praw i decyzji innych, potrzeby wypracowania indywidualnych wartości i zaangażowań itd. Spod haseł tych przebija kłębowisko gniewu, zwątpienia i lęku”. Więcej, w Umyśle zamkniętym odnajdziemy cytat z Uczty Platona, który dowodzi, że upodobania „demokratycznej młodzieży” nie zmieniły się, pomimo upływu kolejnych stuleci.

W ustroju demokratycznym młody człowiek] żyje z dnia na dzień, folgując w ten sposób każdemu pożądaniu, jakie się nadarzy. Raz się upija i upaja muzyką fletów, to znowu pije tylko wodę i odchudza się, to znów zapala się do gimnastyki, a bywa, że w ogóle nic nie robi i o nic nie dba, a potem niby to zajmuje się filozofią. Często bierze się do polityki, porywa się z miejsca i mówi byle co, i to samo robi. Jak czasem zacznie zazdrościć jakimś wojskowym, to rzuca się w tę stronę, a jak tym, co robią pieniądze, to znowu w tamtą. Ani jakiegoś porządku, ani konieczności nie ma w jego życiu ani nad nim. On to życie nazywa przyjemnym i wolnym, i używa go aż do końca.

Tymczasem zbawienie świata (rozumiane nie tylko w wymiarze wieczności, ale też jako obecne szczęście i dobro obywateli świata) jest możliwe tylko poprzez powrót do Boga. Poprzez wolę dusz, które wierzą. Poprzez powrót do cnoty pokory, pracowitości i pobożności. Prawdziwą chorobą wieku jest bowiem choroba duszy, a nie choroba ciała. I tej choroby nie uleczą rozmaite konferencje, zgromadzenia głów państw, eksperci od gospodarki oraz mistrzowie różnorodnych technik. Oni potrafią godzinami debatować – o niczym! Tymczasem potrzebne jest odrodzenie serca. Rewolucja ducha. Przed takim wyborem stoi współczesny człowiek: rewolucja ducha albo bankructwo epoki.

Prawdziwym zagrożeniem dla współczesnego świata jest więc zanik podmiotowości, utrata tożsamości i poczucia wartości własnego życia, oderwanie człowieka od Boga i Kościoła, które skutkuje wielkim niebezpieczeństwem „katastrofy antropologicznej, to znaczy przekształcenia wszystkich nas w istoty niepełne, pozbawione nienaruszonego sumienia i zdolności słuchania Bożego wołania”. Tak naprawdę dzisiaj „nie ma już bohaterów, jest tylko chór”. Czytanie gazet zastąpiło codzienną modlitwę, a to, co pośpieszne, tandetne i przemijające wyparło z naszego życia wieczność. Coraz bardziej przenika dusze współczesnych „pogarda dla heroizmu (…), która odmawia ludziom wielkości i postuluje, by każdy czuł się dobrze we własnej skórze, nie musząc cierpieć niepochlebnych dla siebie porównań”.

Zdaniem wielu myślicieli współczesna cywilizacja zgromadziła już dostateczny arsenał duchowy zła, aby nastąpiła kolejna katastrofa. Współczesnej Europie należy zatem przywrócić Boga, przypomnieć o jej duchowej tożsamości i o świecie sacrum, który jest dla niej naturalnym środowiskiem.

Dobrze zatem, iż powstała antologia „w obronie chrześcijańskiej Europy”.

 

3) Uwaga o chumanizmie i demonach

Dzisiaj prawdziwych humanistów już nie ma – można postawić taką smutną i kontrowersyjną tezę. W naszych czasach humanista staje się powoli gatunkiem wymarłym. Najpierw uwierzył, że Boga nie ma, a potem z dziką radością (w rytmie kankana) ogłosił, że sam jest bogiem. I wszystko mu wolno… Współczesny humanista stał się „chumanistą”, tzn. tym, którego humanizm pochłonęły wszechobecne demony, niweczące wszelkie przejawy życia duchowego, demony chamstwa, wulgarności i prymitywizmu.

Człowiek zanika, „kiedy następuje rozbrat między kulturą a sacrum, kiedy pierwiastek duchowy w kulturze zostaje osłabiony lub wręcz zanika, kiedy następuje uśpienie etyczne w społeczeństwie, w którym wrażliwość na pustkę i zło została osłabiona, stłumiona, uśpiona”. Wówczas następuje najbardziej tragiczny finał, o którym Ortega y Gasset paradoksalnie wspomina w przypisie do Buntu mas: „Zejście na złą drogę, upodlenie się, to drogi życia tych, którzy odrzucili możliwość bycia tym, kim być powinni. Ich autentyczne „ja” nie zamiera, lecz zamienia się w oskarżający cień, w widmo, które nie pozwala im ani na chwilę zapomnieć o podrzędności życia, jakie wiodą, w porównaniu z tym, jakie wieść powinni. Człowiek spodlony to żyjący samobójca”.

Zdaniem Ortegi y Gasseta proces demoralizacji świata zachodniego rozpoczął się w wieku XIX. Wielkie skupiska ludzkie wytworzyły tzw. człowieka masowego, który powoli stawał się coraz bardziej pospolity i prymitywny. „Cechuje go wrodzone i głęboko zakorzenione przekonanie o tym, że życie jest łatwe, dostatnie i pozbawione jakichkolwiek tragicznych ograniczeń; a co za tym idzie, każdego przeciętnego osobnika wypełnia poczucie panowania i triumfu, które skłania go do afirmacji siebie samego takim, jakim jest, i uznawania własnych treści moralnych i intelektualnych za w pełni doskonałe. To samozadowolenie powoduje, iż zamyka się w sobie, odcinając się od wszelkich instancji zewnętrznych, że nie słucha, że swoich opinii nie poddaje ocenie innych i że z nikim się nie liczy (…). Postępuje więc tak, jak gdyby na tym świecie istniał tylko on i ludzie jemu podobni, wtrąca się do wszystkiego, narzucając wszystkim swoje pospolite przekonania, a czyni to bezceremonialnie, bez żadnych wahań czy względów na innych”. Patrząc na cechy człowieka masowego, wymienione przez y Gasseta, możemy rozpoznać w nich znane nam „przewagi” człowieka XXI wieku: „skłonność do czynienia z zabawy i sportu głównej sprężyny życia; pielęgnacja własnego ciała, dbałość o urodę i strój; brak romantyzmu w stosunkach z kobietami; zabawianie się z intelektualistami z odczuwaniem w głębi duszy pogardy dla nich, skazywanie ich na chłostę rękami lokajów i zbirów; upodobanie do życia pod rządami absolutnymi i niechęć do dyskusji politycznych itd.”. Zwłaszcza dążenie do narzucania wszystkim swojego prymitywnego i pospolitego oglądu świata charakteryzuje współczesnego Europejczyka, również Polaków i Węgrów:

Na sztandarach haseł: „nam nie jest wszystko”, „stoimy na straży sprawiedliwości społecznej”, „bronimy biednych i uciśnionych” (na przykład mniejszości seksualnych, kobiet jako takich, zaszczutych przez Kościół niewierzących), w rzeczywistości stosowane są praktyki i mechanizmy dokładnie przeciwne tym ideom: bezwzględny prymat taktyki nad wartościami, socjotechnika jako podstawowa metoda działania, drapieżna hegemonia „swoich” i skrzętnie maskowane przywileje „równiejszych”. Ci, którzy głoszą i upominają się o głoszą i upominają się tolerancję, są najmniej tolerancyjni. Ci, którzy trąbią o demokracji, są najmniej demokratyczni. Ci, którzy propagują egalitaryzm, są bezwzględnymi elitarystami.

Czy zatem demokracja liberalna zmierza w kierunku zakamuflowanego totalitaryzmu? Taka pesymistyczna diagnoza znajduje swoje uzasadnienia, jednak należy pamiętać, że każda władza (cokolwiek byśmy nie sądzili) ulega degeneracji; podobnie sam system demokratyczny nie jest idealny (monarchia jako forma sprawowania władzy okazuje się o wiele bardziej skuteczna, jednak co w przypadku, gdy na tronie zasiądzie król, który jest głupcem?). Ocaleniem dla Europy w jej obecnym kształcie jest powrót do korzeni, czyli demokracja wierna wartościom. Właśnie wartościom (prawda, dobro, rodzina), a nie pustym hasłom (jak chociażby w kółko powtarzana triada rewolucyjna: wolność, równość, braterstwo). Tylko wartości stanowią światło, które ma moc wyprowadzenia Europy z ciemności, w jakiej się znalazła.

Dobrze zatem, iż powstała antologia „w obronie chrześcijańskiej Europy”.

 

4) Uwaga o tym, że jedynymi optymistami są poeci

Na czym polega agonia naszych czasów, którą nazywam ucieczką Europy od Europy? Wszystkiemu winny jest brak miłości i wiary, oddania i poświęcenia. Serce ludzkie jest w stanie upadłości. Na naszych oczach nastąpiło zwycięstwo materii nad prawdą i duchem. „Nie chodzi o to, że człowiek masowy jest głupi. Wręcz przeciwnie, dzisiaj jest bystrzejszy i ma większe zdolności intelektualne niż jego poprzednicy w jakiejkolwiek innej epoce. Ale zdolności te do niczego mu nie służą (…). Raz na zawsze uznaje za święty zbiór komunałów, szczątków idei, przesądów czy po prostu pustych słów, które za sprawą przypadku nagromadził w swoim wnętrzu, by potem ze śmiałością, którą wytłumaczyć można tylko naiwnym prostactwem, narzucać je innym”.

Jak zatem pokonać smoka nihilizmu, który wisi nad współczesną Europą niczym miecz Damoklesa? W jaki sposób odzyskać siłę duchową, cnotę dzielności i męstwa, bez jakich niemożliwa jest obrona wartości moralnych, stanowiących fundament świata zachodniego? Wydaje się, iż należy powrócić do ery rycerskości – jej symbolem jest rycerz, obrońca świętych praw. Nie sentymentalny i czuły reprezentant donkiszoterii, ale dzielny człowiek, którego waleczne serce nie zna lęku. „Albo duch chrześcijański się obudzi, albo Europa będzie islamska”, jak stwierdza Massimo de Leonardis. Dekadenckiej Europie, toczonej przez demoniczny i fatalny wirus samozagłady, niczym w The Fall of the House of Usher, noweli Edgara Allana Poe z roku 1839, potrzebna jest siła i odwaga, aby nie tylko rozwiązać tzw. problem uchodźców/imigrantów/azylantów, ale nade wszystko powstrzymać wewnętrzny zalew prymitywizmu i bezideowej miałkości, który potrafi zniszczyć to, co najważniejsze w kulturze europejskiej – pragnienie duchowej wielkości.

Stąd wielkie wezwanie, stojące przed całym światem zachodnim: aby uniknąć ostatecznej demoralizacji, a przez to upadku, należy powrócić do korzeni kultury europejskiej – do wartości chrześcijańskich. „Nawet najbardziej zdeklarowani laicy zrozumieli, że interes narodowy i europejski wymaga wzmocnienia chrześcijańskiej tożsamości”. Znakomicie to zagadnienie przedstawia List do świętej Katarzyny Sieneńskiej, czyli do XIV-wiecznej mistyczki i stygmatyczki, w którym Elżbieta Nowak diagnozuje stan Europy AD 2016. Oczami emerytki z Warszawy (sic!) stary świat nie wygląda najlepiej, co relacjonuje Świętej patronce Europy. „Od Twoich czasów [święta Katarzyno] wiele się tu u nas zmieniło. Kiedyś to Ty doradzałaś różnym ludziom, nawet politykom, a teraz ci politycy nie chcą nikogo słuchać, co nikomu nie wychodzi na dobre. Sama Europa się zmieniła i gdy niegdyś walczono o to, aby powstało jakieś kolejne państwo, teraz te poszczególne państwa koniecznie chcą się dostać do Unii Europejskiej. Jak kiedyś każdy kraj miał swoje specyficzne cechy, szczycił się oryginalnością, tak teraz wszyscy chcą robić to samo i wyglądać tak samo (…), każda religia uważa sama siebie za jedyną słuszną i prawdziwą. Ale najczęściej to chrześcijanom zarzuca się, że oni są wszystkiemu winni, że ich religia jest wojownicza i że to oni powinni wszystkim ustępować. A najlepiej to przejść na inne wyznanie. Teraz różni innowiercy wkraczają na nasze ziemie, do naszych domów, i chcą nam narzucać własne widzenie świata. No powiedz, święta Katarzyno, czy to jest sprawiedliwe? Bo to nie  znaczy, że zamykamy drzwi przed gośćmi, ale przecież goście też muszą umieć się zachować”.

Być może „nadszedł czas, by stanąć oko w oko z tygrysem”, postarajmy się zatem odrzucić postawę postmodernistycznego uwielbienia dla absurdu i pustki. Nie bądźmy „pretensjonalnymi pasożytami żerującymi na duchowym dziedzictwie ludzkości”. Nie jesteśmy Domem Usherów, skazanym na zagładę, w poczuciu frustracji i bezsensu. Jesteśmy prawdziwymi poszukiwaczami Sensu, których wiara i miłość potrafią wskazać drogę do szczęścia na świecie, będącym wspólnym domem wszystkich ludzi. I ufamy, że my, Europejczycy, odrodzimy się jak Feniks z popiołów…. Odrodzimy się nie dlatego, że jesteśmy wyznawcami feniksologii (jak w powieści Ukryte twarze Salvadora Dali), ale z pomocą Bożej Opatrzności.

Dobrze zatem, iż powstała antologia „w obronie chrześcijańskiej Europy”.

Czytajmy tę poetycką apologię ducha chrześcijańskiego, przeciwko nihilistycznym narcyzom, którzy próbują zatruć ludzkość absurdem i pustką.

 

Kielce-Białogon, 2 października 2025 r.,

we wspomnienie naszych Świętych Aniołów Stróżów

Na Anioł Pański

 

 

 

Na Anioł Pański biją dzwony. Antologia w obronie chrześcijańskiej Europy, red. K. Sutarski, A. Patey-Grabowska, A. Zielińska-Brudek, A.  Jenő, ks. S. Radziszewski, Budapeszt – Kielce – Warszawa 2025, s. 302.

 

 

  • Liturgia dnia

  • Msze Święte

    W niedziele i święta:
    8.00, 10.00, 12.00 i 17.00
    W tygodniu:
    17.00

  • Spowiedź

    codziennie 30 min. przed Mszą świętą

    w niedziele – w czasie Mszy świętej

  • Kancelaria Parafialna

    Najlepiej po prostu przyjść na Mszę świętą o godz. 17:00. Po liturgii pomodlić się jeszcze chwilę jakąś „białogońską” modlitwą, np. PRZEMIEŃ NAS, PANIE,/ PRZEMIEŃ NAS, PANIE JEZU,/ PRZEMIEŃ NAS, PANIE JEZU CHRYSTE,/ I ZMIŁUJ SIĘ NAD NAMI, a potem śmiało wkroczyć do zakrystii… Znajdziemy tam jakiegoś pomocnego duszpasterza. Gdyby nikt nie nie okazał nam zainteresowania, to zawsze można sięgnąć po tajemniczą i niezawodną broń: zawołać „SOLO DIOS BASTA”, to na pewno poskutkuje!
    (wejście do kancelarii od ul. Fredry, obok zielonej kapliczki Świętej Joanny Beretty Molli)

  • RSS Diecezja Kielecka

  • Polecane

    [smls id=”8416″]

  • Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.