Co sił w nogach biegli ulicą, przy której – nagle, nieoczekiwanie, naprawdę zaskakująco – pojawił się żebrak. Młody (powiedzmy, że ma na imię Daniel) spojrzał na Młodą (to znaczy na Urszulę), a potem Ona spojrzała na Niego.
Żebrak wyciąga rękę, więc wypada coś wrzucić. Daniel wrzucił.
Dwadzieścia groszy?
Pięćdziesiąt groszy?
Dwa złote?
Wrzucił i ruszył w dalszą drogą, a wraz z nim ruszyła Urszula, gdy nagle dał się słyszeć natrętny głos. Wiadomo, nasz żebrak nie dawał za wygraną. Za chwilę lunie sierpniowa ulewa, a jemu zebrało się na konwersację!
– Hej, Młodzi! – powiedział lekko ściszając głos – chcecie wiedzieć, czy będziecie razem szczęśliwi?
Młodzi zatrzymali się, popatrzyli niepewnie na żebraka, który podjął rękawicę: – Chcecie wiedzieć, czy będziecie razem szczęśliwi, czy tylko będziecie razem – powtórzył, wyjął z kieszeni sfatygowanej marynarki monetę i podniósł ją wysoko.
– Jeżeli wypadnie orzeł, to szczęście gwarantowane, ale jeśli wypadnie reszka, to lepiej rozstać się już dzisiaj.
Żebrak nie skończył jeszcze wypowiadać swojej formuły, a już z gracją podrzucił monetę, która w powietrzu wykonała kilka obrotów i runęła na ziemię.
Runęła „aż zadzwoniło”, a na pewno zaczęło coś łopotać z drżących sercach Daniela i Urszuli.
Z radością popatrzyli za siebie, gdy żebrak pokazał im, iż na monecie widnieje „ORZEŁ”. Popatrzyli na siebie, popatrzyli na żebraka, a potem pobiegli do starego kościółka na Białogonie, bo z nieba zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Albo dżdżu, jeśli ktoś woli wersję z kanią.
Żebrak, uśmiechnięty od ucha do ucha, powoli schował swoją monetę. Szczęśliwą monetę, na której z jednej strony widnieje orzeł, a z drugiej strony… również jest orzeł.
Uśmiechnął się do nieba, do spadających kropli deszczu, uśmiechnął się tak jak tylko żebrak potrafi się uśmiechać, mówiąc szeptem do siebie: „Szczęśliwy człowiek, albowiem Pan Bóg dał mu serce zdolne do miłości. Oto największy skarb. Tak, tak – alleluja, amen”.
Na zdjęciu: Diogo Jota i jego żona Rute Cardoso (Porto, 22 czerwca 2025)
