Czy można egzorcyzmować srokę?
(Trzecia Niedziela Zwykła)
X: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”, te słowa z dzisiejszej Ewangelii próbujemy odczytać patrząc na Powstańców Styczniowych, bez których nie byłoby Polski. Pomaga nam w tym Artur Grottger i cykl pt. „Polonia”. Popatrzmy na jego obraz, który można odczytać na trzy sposoby. Co widzi na nim człowiek religijny, kochający Boga i Ojczyznę?
A: W centrum widzimy kobietę, niewiastę, która lamentuje nad swoim mężem, ojcem, synem, zabranym siłą z rodzinnego domu, wcielonym do armii carskiej, w której będzie musiał służyć przez 25 lat. I nie wiadomo czy kiedykolwiek wróci jeszcze do swoich bliskich.
X: Tak patrzy człowiek religijny. A co zobaczy na tym obrazie jakiś bezbożnik, który nie ceni wiary i patriotyzmu?
A: Dla niego najważniejszy byłby krzyż. Wszystko inne może być, ale – tak powie ateista – po cóż ten krzyż na ścianie? Trzeba jak najszybciej zerwać ten znak Chrystusa i cisnąć go na śmietnik. Krzyż drażni, złości i oburza ateistę, który chciałby swoją niewiarą zarazić cały świat.
X: Istnieje jeszcze jeden sposób odczytania tego obrazu. Otóż dla współczesnego wyznawcy nowomodnych ideologii najważniejszy nie jest wcale płacz kobiety, albo krzyż, albo księgi czy światło. Najważniejsze jest krzesło, przewrócone krzesło.
A: Jego zdaniem należy to wywrócone krzesełko zamienić w fotel, wygodny, komfortowy fotel. Albo jeszcze lepiej – ustawić tron, na którym usiądzie wygodnie nasza ludzka pycha, nasz egoizm, nasza arogancja i zarozumialstwo. A najlepiej to ustawić dwa trony: jeden dla naszej pychy, a drugi dla naszej bezbożności.
X: Rozgadaliśmy o tych obrazach Grottgera, tymczasem obiecaliśmy dzisiaj zupełnie inny temat: Czy można egzorcyzmować srokę? Ta sroka to prawdziwa sroka, bez żadnej aluzji do malarstwa Jacka Sroki, krakowskiego artysty, albo do poezji Marcina Świetlickiego, z jego wierszem o sroce.
A: Zapraszam do nas pana Iksińskiego, który wprowadzi nas w temat. Wyobraźmy sobie, że Iksiński cierpi na bardzo bolesną dolegliwość: lęka się, że ktoś – nieoczekiwanie – rzuci na niego urok! Takim złym okiem lub złym słowem sprowadzi na niego nieszczęście, z którego później nie sposób się wydobyć.
X: Oczywiście, nasz biedny, udręczony Iksiński ma całą armię znajomych, którzy udzielają mu dobrych rad. A właściwie, to wszystko sprowadza się do jednej prostej rady: chcesz uniknąć nieszczęścia, zawiąż sobie na prawej lub lewej łapce czerwoną nitkę. Taka czerwoniutka wstążeczka sprawi, że żadne licho się do ciebie nie przyklei. Skoro zima, czyli sezon złamanych kończyn górnych, więc pierwsza czerwona wstążka…
A: … pierwsza czerwona wstążka „od złamania ręki”. Zawiązałeś czerwoną nitkę i nic złego cię nie spotka, to inni łamią ręce, ale nie ty!
X: Iksiński nie złamał kończyny górnej, ale przecież może złamać nogę!
A: Ależ skąd, już zawiązuje drugą czerwoną wstążkę – „od złamania nogi”.
X: A trzecia czerwona wstążka…?
A: Ta trzecia to czerwona wstążka „od złamanego serca”, chroniąca od nieszczęśliwych miłości.
X: Czwarta czerwona wstążka…
A: … zapewnia wygraną w totolotka!
X: Piąta czerwona wstążka…
A: … chroni od mandatów, gdy jedziemy zbyt szybko i zatrzymuje nas policja!
X: Szósta czerwona wstążka…
A: … od boleści brzucha, gdy zjemy za duży kawałek pizzy!
X: I wreszcie siódma czerwona wstążka…
A: … od siedmiu boleści, cudowny środek na wszelkie problemy!
X: Widzę jeszcze jedną wstążkę, w którą przystroił się Iksiński, cóż to za cudo?
A: Iksiński czy wstążka?
X: Cudowny Iksiński z tą cudowną wstążką!
A: Ach, ta ósma czerwona wstążka sprawi, że kiedy Iksiński pomacha do ludzi, to każdy z uśmiechem pomacha do niego.
X: Iksiński zaczyna machać… i rzeczywiście, to działa!
A: Uzbrojony w osiem cudownych czerwonych nitek, wstążek i szarf, niestety, Iksiński zapomniał o czerwonej nitce od… czerwonej nitce „od nagłego ataku w biały dzień”.
Trrrraaaach, rach-ciach, buch, baaaach!
X: Powie ktoś, że w naszych czasach przeżywamy boom rozmaitego rodzaju amuletów i talizmanów, które mają chronić „od uroku” i zapewnić szczęście – i w sumie to przecież nic złego – to naturalne pragnienie człowieka, by żyć wygodnie i bezpiecznie.
A: Niestety, szukając pomocy w takich fikcyjnych przedmiotach, powierzamy swoje serce siłom ciemności, które często ukrywają się pod płaszczykiem magicznych mocy. Oczekując pomocy od demonicznych błyskotek – oddalamy się od Tego, który jako jedyny potrafi nas ocalić i wybawić od każdego nieszczęścia. Oddalamy się od Boga, który nie chce, abyśmy szukali oparcia w fałszywych bożkach i demonach.
X: Postarajmy się zrozumieć przewrotną strategię zła, przewrotną grę sił ciemności, patrząc na srokę, czarnobiałego ptaka, którego dobrze znamy z naszych balkonów.
A: Prawdziwa ciemność nie chce nas przerazić. Nie ujawnia swojej twarzy. Nie mówi, że przynosi zło, grzech, potępienie. Wprost przeciwnie: przychodzi do Iksińskiego w przebraniu, swoje czarne pióra pomalowała na biało i nęci go słodkim głosem, skrzeczy niczym stara sroka: „Nie jestem taka zła… to wcale nie jest grzech… hulaj dusza, piekła nie ma”.
X: Zamiast czarnej wrony, która kracze i kracze, demon przychodzi do człowieka jako „biały kruk” i potrafi długo zwodzić naiwnych Iksińskich. No chyba, że z nieba spadnie deszcz Bożej łaski i zmyje farbę z piór takiej czarnej wrony, wówczas zło ukazuje swoje prawdziwe, demoniczne oblicze.
A: Współczesna strategia demona jest jeszcze bardziej niebezpieczna: otóż szatan wmawia człowiekowi, iż „świat wcale nie jest czarno-biały”. Jego zdaniem istnieją różne odcienie bieli, różne odcienie czerni. Ciągle mówi do naszych sumień, że nie ma już dobra i zła, nie istnieje prawda i kłamstwo, nie ma zbawienia i potępienia. W tym kolorowym świecie wszystko nam wolno, nie ma żadnych granic, każdy robi, co chce.
X: Popatrzmy na to przez chwilę chłodnym okiem: jeżeli artysta rysuje czarnym ołówkiem na białej kartce (albo białym pisakiem po czarnym tle) to otrzymamy rysunek, grafikę, która istotnie coś przedstawia. Ale jeżeli do jednego wiaderka wlejemy farbę z wszystkimi kolorami, to… nie otrzymamy superkoloru, eliksiru szczęścia, genialnej sztuki, ale raczej… wiadro brudnego błota. Coś bełkotliwego w kolorze brudnym.
A: Wracajmy do naszej sroki! Czyż nie jest to metafora ludzkiego życia, metafora naszych codziennych problemów? Jesteśmy trochę w bieli i trochę w kolorze black. Trochę w nas dobroci, trochę złości. Czasem stajemy po stronie prawdy, ale czasem kłamiemy jak z nut. Czasem pobożni, ale innym razem z czerwoną nitką na ramieniu.
X: Ach, jest jeszcze gorzej: powtarzamy sobie w kółko, że jesteśmy „dobrymi ludźmi”, którym niestety od czasu do czasu przytrafia się coś złego. Tacy to z nas „święci grzesznicy”.
A: Na zakończenie, żeby nie było tak pesymistycznie, proponujemy wnioski. Trzy wnioski.
X: Pierwszy wniosek. Albo pierwsza rada: gdy przychodzi zło, gdy w twoim sercu pojawia się lęk i smutek, to nie zawiązuj czerwonych wstążek na swoich kończynach górnych i dolnych. Zło nie lęka się takich dekoracji, śmieje się z ciebie, bo wyglądasz, Panie Iksiński, jak strach na wróble w tym swoim czerwonym kostiumie.
A: Gdy przychodzi zło, zwłaszcza to prawdziwe zło, pochodzące od szatana, to przypomnij sobie, że Pan Bóg dał ci prawdziwy egzorcyzm, którego lęka się demon. Tym światłem, które rozjaśnia nasze ciemności jest Imię Niepokalanej, wezwanie Najświętszego Imienia Matki Bożej, jedna „zdrowaśka”, potem druga „zdrowaśka”, powtarzanie modlitwy „Zdrowaś Maryjo” to nie jest tylko odmawianie różańca, to nade wszystko światło, które oślepia szatana.
X: Pomyśl do czego zostałeś powołany…! Jezus mówi – „Pójdź za Mną”, ale wcześniej kieruje do nas swoje „Nawracajcie się”. Nawracajmy się zatem, całym sercem, codziennie od nowa. Pilnujmy swojego serca… bo tylko czystym sercem można kochać Boga i kochać ludzi. Zamiast amuletów i talizmanów – modlitwa i krzyż. Jeden znak krzyża stanowi potężną obronę, dlatego szatan tak nienawidzi tego znaku naszej wiary. Czynisz znak krzyża, modlisz się odmawiając „Zdrowaś Maryjo”, a piekło wyje z wściekłości.
A: A druga nauka to nauka patriotyzmu. Ilu naszych polskich bohaterów, wiernych Bogu i Ojczyźnie, patrzy na nas z nieba. Wierzymy w łaskę Świętych obcowania. Modlimy się dzisiaj z nimi i za nich. W Noc Bożego Narodzenia ciemności zła zostały pokonane:
X:
Pójdźmy wszyscy do stajenki, do Jezusa i Panienki
Powitajmy Maleńkiego i Maryję Matkę Jego (…)
Witaj, Dzieciąteczko w żłobie, wyznajemy Boga w Tobie
Coś się narodził tej nocy, byś nas wyrwał z czarta mocy
A: Uderzmy się w piersi raz, i drugi, i trzeci. I patrzmy, czy z naszego serca wyleci jakaś skrzecząca sroka, czy też dumny orzeł, orzeł biały w królewskiej koronie.
X: Skoro obiecaliśmy trzy nauki, więc na zakończenie trzecia, najprostsza i najtrudniejsza zarazem. Naprawdę, trzeba przewrócić krzesełko. To krzesło z obrazu Grottgera. Żeby nasz egoizm, nasza pycha nie miały tronu w naszych sercach. Ta trzecia nauka to nauka pokory.
A: Panie Jezu Chryste, Panie Jezu, cichy i pokornego serca…
X: Ty jesteś prawdziwym światłem, gdy toniemy w ciemnościach…
A: Ty znasz nasze życie, Ty znasz nasze serca, Ty wiesz, jak bardzo pragniemy pójść za Tobą…
X: Panie Jezu, jeszcze raz powiedz nam Twoje słowa: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi”.
* * *
Zadanie domowe
Przypomnij sobie swój ulubiony wiersz miłosny… jeżeli taki istnieje. A potem pomyśl o własnej modlitwie, psalmie miłości, który piszesz każdego dla Tego, Który Jest.
To zadanie domowe sprzed kilku lat, ale… skąd tutaj wziąć jakieś lepsze! Dla wytrwałych „Ewangelia młodych” na walentynki (14 lutego już za chwilę), do przeczytania jutro – przy okazji pomyśl sobie, Drogi Panie Iksiński, jaka jest Twoja miłość do Ojczyzny.
Tekst „Ewangelii Młodych” sprzed pięciu lat – dla odsroczenia serca!
