Byłem w sobotę na OOSFM pt. Któż jak Bóg! w Kielcach. Czyli na Ogólnopolskim Otwartym Spotkaniu Formacyjnym Mężczyzn, które prowadzili Wojownicy Maryi. Przy tej okazji przeżyłem swoiste deja vu, ale po kolei…
Kilkanaście lat temu ks. Karol (obecnie proboszcz u Świętego Józefa na Szydłówku) zaprosił mnie z konferencją na rekolekcje dla maturzystów. Jeździłem zatem co tydzień z prelekcją do Skorzeszyc, często pomagałem też w spowiedzi. Spowiednicy siedzieli w konfesjonałach do godziny dziesiątej, jedenastej, mnie oblegali penitenci czasami do północy… Podczas jednej z tur rekolekcyjnych skończyłem spowiedź prawie o pierwszej i wówczas – następnego dnia, podczas śniadania, ks. Marek (obecnie proboszcz Ducha Świętego) wykrzyknął z zachwytem: „Oto Ojciec Pio, spowiadał wczoraj do pierwszej w nocy”. Zignorowałem te poranne zaczepki, usiadłem spokojnie do stołu i posmarowałem dżemem kromkę chleba. Tutaj kończy się historia? Otóż nie! Nieoceniony ksiądz Marek (dzielny niczym karmelita w dramacie Słowackiego, kapelan konfederatów barskich) co kilka miesięcy do swojej opowieści o „niezmordowanym spowiedniku” dodawał kolejną nocną godzinę. Tak oto – po trzech latach – dowiedziałem się, że w Skorzeszycach kultywują tradycję „spowiednika, który trwał w konfesjonale do czwartej nad ranem. Bo takie były tłumy do spowiedzi!”.
Po kilkunastu latach przeżywam deja vu. W sobotę rano w wielotysięcznym tłumie Wojowników Maryi wyruszyłem spod kieleckiej katedry w procesji różańcowej do sanktuarium Świętego Józefa. Dotarliśmy tam przed jedenastą, więc – skoro Mszę Świętą zaplanowano na godzinę dwunastą – siadłem w dolnym kościele w konfesjonale, by służyć Sakramentem Pojednania. Pospowiadam godzinę, a później dołączę do koncelebry, pomyślałem. Spowiadałem przez godzinę… zaczęła się Msza… spowiadałem dalej… skończyła się Msza… więc spowiadałem dalej… i kolejna godzina… ja dalej w konfesjonale. Tuż przed piętnastą nastąpiła chwila przerwy, tzn. napór penitentów ustał.
Wstałem z mojego konfesjonału – z konfesjonału obok wychyliła się głowa jakiegoś sympatycznego proboszcza, który pomachał do mnie z uznaniem. Vice versa, pomyślałem, ale głośno powiedziałem do niego: „No to żeśmy odprawili…”
PS 1.
Wieczorem jeden z kieleckich Wojowników, dziękując kapłanom za posługę w konfesjonale, napisał do mnie krótkie słowa, stanowiące dobre podsumowanie kieleckiego spotkania WM:
Przybyłem
Zobaczyłem
Maryja zwyciężyła!
PS 2.
ŚLĄSK! ŚLĄSK! WKS!
Pozdrowienia dla przypadkowo – (nie)przypadkowo – spotkanych Braci z Wrocławia.
