Zulusi a sprawa powołań

Na zdjęciu ks. Arkadiusz Nowak (Stowarzyszenie Misji Afrykańskich) z Masajami. Niestety, nie mamy znajomych misjonarzy pracujących wśród Zulusów, ale… Przylądek Dobrej Nadziei nie jest aż tak daleko! 

W czasach, kiedy pustoszeją seminaria duchowne, a wielu młodych odwraca się od Kościoła świętego… być może wcale nie jest aż tak źle! Wszak po zimie zawsze przychodzi wiosna. Wystarczy spokojnie popatrzeć wokół, aby odkryć, że współczesny świat pogrążony w hedonistyczno-nihilistycznej otchłani woła o spotkanie z Bogiem. Że poszukuje lekarstwa na chaos, lęk i samotność, charakteryzujące życie dzisiejszego człowieka. Lekarstwo to odkrywamy w Ewangelii Chrystusa.

Założenia

Z) świat pełen hałasu – ludzi, którzy nieustannie wrzeszczą, jakbyśmy stali się nowym gatunkiem człowieka (homo hałaśliwy) – pragnie wewnętrznego spokoju, pragnie zamieszkać w milczeniu. Lekarstwem na cały ten ZGIEŁK jest powrót do ciszy, do zamieszkania w Bogu.

L) świat pełen rozmaitych lęków (Covid, wojna, inflacja) szuka lekarstwa na LĘK, szuka źródła miłości i odwagi, poszukuje Tego, który powie: „Pokój Wam!”. To w Zmartwychwstałym Jezusie odnajdujemy na nowo wiarę i ufność, to w Jego słowie jest moc przemiany serca: Nie bój się i nie lękaj, sam Bóg wystarczy.

S) świat pełen jest milionów istnień ludzkich, cierpiących na chorobę, którą jest SAMOTNOŚĆ, niezdolnych tworzyć szczęśliwe rodziny, powtarzających nieustannie: „Nie mam dla kogo żyć”. Smutny świat samotności potrzebuje komunii, potrzebuje wspólnoty z Bogiem i z ludźmi, powrotu do rodzinności, aby wszystko na nowo nabrało sensu i wartości. Potrzebuje zuchwałej śmiałości świętej Teresy Wielkiej, wołającej: Bóg i ja – razem stanowimy większość!

Trzy choroby – jedno lekarstwo

Trzy choroby naszych czasów (Zgiełk – Lęk – Samotność) to znak rozpoznawczy współczesnego zulusa. Nie wolno mylić go z Zulusami mieszkającymi w Afryce Południowej, którzy w 80% są chrześcijanami (tych Zulusów piszemy z wielkiej litery, natomiast ludzi cierpiących na współczesne choroby duchowe zapisujemy od małej literki, jako zulusów). Współczesny „zulus” dźwiga na swoich ramionach – niczym Syzyf – kilogramy zgiełku, lęku i samotności (Z-L-S), a także ciężki bagaż egoizmu, pychy oraz awersji do wszystkiego, co wymaga poświęcenia, ofiary i wyrzeczeń. Otóż istnieje lekarstwo na problemy współczesnego „zulusa”. Tym lekarstwem jest światło Ewangelii. I proste działanie, do stosowania „od zaraz”!

Propozycja (nie tylko) dla maturzysty

Wybierz sobie (tzn. sam sobie i w dodatku dla siebie samego) kamyk, mały kamyczek, który symbolizuje twoją pychę i egoizm. I jeszcze twój zgiełk, lęk i samotność… Taki zulu-kamyk spróbuj hołubić przez kolejne trzy dni, a potem… zwyczajnie wyrzuć go do wody!

Nie musi to być jakieś morze (nie wyruszaj nad Morze Martwe, by zniszczyć swój egoizm), ani jezioro (niepotrzebne ci Jezioro Pełne Łabędzi), ani studnia (w stylu Studni Życzeń). Najlepiej cisnąć kamyk w byle jakie bajoro, tak właśnie, małe bajorko byłoby najlepsze (wszak ono stanowi symbol twojej pychy i egoizmu, miły zulusie).

I co dalej…? Skoro wyrzuciłeś precz cały ten zgiełk, lęk i samotność, to znaczy że odzyskałeś swoje serce i zdolność do prawdziwej miłości, że znowu możesz zawołać z pokorą i prostotą: Jezu, ufam Tobie!

Powiastka na dobry początek

Pewien zblazowany młodzieniec ze Szczecina, chronicznie cierpiący na hedonistyczny nihilizm Krzysztof, przychodzi po majówce do swojego proboszcza i mówi:

– Ojcze Proboszczu, śnili mi się w nocy Zulusi, co mam robić?

Proboszcz zaczął mówić coś o drabinie Jakubowej, ale potem zniecierpliwiony machnął ręką:

– Jeszcze o takim przypadku nie słyszałem…!

Za tydzień Krzysztof znowu wkracza do zakrystii, tym razem kieruje się do wikariusza:

– Ciągle śnią mi się w nocy Zulusi, co ja mam robić?

Sympatyczny młody ksiądz próbuje połączyć Zulusów z Zygmuntem, bo – jego zdaniem – Freud jest dobry na wszystko… Słysząc te psychologiczne dywagacje Krzysztof popada w jeszcze większą chandrę.

Kilka tygodni później. Gdzieś w Górach Świętokrzyskich

Krzysztof ze Szczecina wchodzi do zakrystii starego drewnianego kościółka. Znowu opowiada o swoim śnie, o Zulusach i o wielkim znaku zapytania, którym stało się jego życie. I jeszcze o powołaniu, którego szuka, ale chyba nie chce znaleźć.

Ksiądz M. słucha uważnie, po czym wręcza mu kamyk i zdecydowanie śląskim akcentem wypowiada słowa:

      BIER TEN KAMIEŃ I CIEPNIJ GO W WODA!

      A TERAZ… CZYTEJ TAM!

   [w wolnym tłumaczeniu: Weź ten kamień i rzuć go do wody… a potem czytaj tu]

Krzysztof bierze zieloną księgę (to Biblia Nawarska) i otwiera rozdział dziewiąty Ewangelii według świętego Łukasza. Młodzieniec czyta skupiony, a po chwili z uśmiechem zwraca się do księdza:

– Werset 59. To ja jestem „tym innym”,

to do mnie Jezus kieruje słowo-zaproszenie:

„Pójdź za Mną!”

PS. W czasach kryzysu powołań (kapłańskich, zakonnych i misyjnych, ale też dezorientacji duchowej, w której człowiek zapomina, że został powołany do świętości i do zbawienia) warto uruchomić jakiś Parafialny Program Powołaniowy. „Bier ten kamień i ciepnij go w woda”, jak usłyszał Krzysztof. I realizować go małymi krokami.

Parafialny Program Powołaniowy? Trzy razy „P”, niczym wezwanie do pokory, pracowitości i pobożności. Od czego zacząć? W maju… od majówki! I od majowego uśmiechu do swojej Mamy i młodszego brata. I od wspólnej majowej wyprawy z ministrantami na mecz Korona – Lech Poznań, który już wkrótce (Arena Kielce, 19 maja, godz. 20:30). Już widzę oczami wyobraźni sektor skandujący: „Precz z zulusami, niech żyją Zulusi!”