Warto rozmawiać z ludźmi! Nawet w szpitalu, a może właśnie tam.
Okruch rozmowy to mała iskierka, która często pozwala zapomnieć o bólu.
Która budzi w sercu nadzieję.
W której stajemy się jedną wielką rodziną, jeden potrzebny drugiemu…
W ciągu kilku ostatnich dni – przy okazji wizyt w szpitalu, niczym jakiś Brat z Zakonu Bonifratrów, co dosłownie można tłumaczyć jako „Dobrych Braci” – poznałem kilka uroczych pacjentek:
Monikę i Adriannę.
Patrycję i Teresę.
I oczywiście Elżbietę.
Wczoraj pojawiła się kolejna.
Uśmiechnięta i Tajemnicza, która prosto z mostu zagadnęła:
– Jak Ci na imię…?
– Anna – odpowiedział Anna.
– O, ja też jestem Anna. I byłam nauczycielką – dodała konfidencjonalnie.
– To tak jak ja – odpowiedziała Anna.
Wydawało się, że to koniec rozmowy, jednak po pięciu minutach Druga Anna powróciła i wręczyła Pierwszej Annie trzy obrazki, na każdym śliczne kwiaty:
Dla Ani od Ani
– powiedziała z radosnym śmiechem i… pobiegła dalej!



