W ramach Konkursu Papieskiego AD 2025 nasz parafianin, Wiktor Stęplewski, zgłosił esej pt. „Solidarność musi iść przed walką. Wówczas ludzkość może przetrwać”. Jak rozumiesz słowa Jana Pawła II i jaką mają wartość we współczesnym świecie?
Zdaniem komisji (siedmioosobowej, surowej komisji w Warszawie) praca Wiktora okazała się pracą laureata, który w ramach nagrody wyrusza 11 lipca do Rzymu oraz otrzymuje Złoty Indeks. Miłej lektury…!
Każda modlitwa, każde spotkanie i każde milczenie
stają się teraz początkiem życia głębszego, pełniejszego,
w przestrzeni serca, gdzie Bóg stale mieszka.
W dolinie tej rzeki nieustanny przepływ wody
jest symbolem przemiany i odrodzenia, że życie to ciągłe powracanie
do pierwotnego Źródła.
Niech zstąpi Duch Twój – odnowi, oświeci, obmyje.
Wracam więc z tej drogi z sercem otwartym,
gotowym nieść dalej to, co tu odkryłem – miłość, pokój i wiarę,
bo tam, gdzie kończy się wędrówka
zaczyna się prawdziwe pielgrzymowanie.
WOJOWNIK W BIELI
Papież Benedykt w swojej książce pt. Jan Paweł II. Mój umiłowany Poprzednik z przyjaźnią i podziwem przedstawia portret Jana Pawła II. W czwartej części dzieła papieża Benedykta znajdziemy homilię kard. Josepha Ratzingera, wygłoszoną 8 kwietnia 2005 r., podczas Mszy Świętej pogrzebowej w intencji Jana Pawła II. Czytając słowa mądrego i pokornego Papieża Benedykta, pomyślałem, że napisano już tony opracowań o Janie Pawle II i mój „esej” (to słowo brzmi niczym PR-Es-L-ej, z którego wykreślono PR oraz L) – mój esej naprawdę wiele nie wniesie. Dlatego proponuję refleksję, która bardziej przypomina list. Jednak nie tyle „list do Papieża Jana Pawła II” albo „list o Papieżu Polaku do udręczonej ludzkości, która tonie w ciemnościach”. Bardziej list-modlitwę, którą można umieścić w sercu współczesnego człowieka, niczym w ścianie płaczu, aby obudzić w naszych czasach ducha solidarnej walki o ocalenie świata, to znaczy o ocalenie człowieka w człowieku.
Łódź Piotrowa
Gdynia, 11 czerwca 1987 – w homilii do ludzi morza Jan Paweł II uczy, że „solidarność musi iść przed walką” – jednak dla wielu nie było to epokowe wydarzenie społeczne czy polityczne. Nie zatrzymał się wtedy czas na tarczach zegarów, a przecież w duszach tysięcy zatrzymało się coś znacznie głębszego – drżenie nadziei, która jak ziarno bardzo długo czekała pod ziemią. Kiedy Łódź Piotrowa zacumowała w Gdyni, nie przypłynęła z triumfalną fanfarą, lecz z ciszą, która potrafi być głośniejsza od wszelkiego zgiełku.
Nie było tam tłumów żądnych spektaklu – byli ludzie zranieni, pełni pytań, a jednak zdolni jeszcze do wiary w znak. Społeczność ludzka szukająca solidarności, która w nauczaniu Jana Pawła II „nie jest uczuciem powierzchownym, ale jest stanowczą i trwałą postawą zaangażowania na rzecz dobra wspólnego, to znaczy dobra każdego i wszystkich, ponieważ wszyscy jesteśmy naprawdę odpowiedzialni za wszystkich”. W Orędziu na Światowy Dzień Pokoju (1 stycznia 1989 r.) papież pisze: „Solidarność jest drogą do pokoju i rozwoju. Świat, w którym jedni są zbyt bogaci, a drudzy żyją w nędzy, nie może być światem sprawiedliwym ani pokojowym. Trzeba zatem solidarności, która nie jest tylko hasłem, ale moralnym obowiązkiem.”
Papież nie przybył jako monarcha ani strateg, ale przybył jako nauczyciel solidarności i odpowiedzialności, jako pasterz, który przypomina zagubionym dzieciom, że mają dom, że mają Ojca, który nigdy ich nie opuścił.
Nie przemawiał jako władca Kościoła, lecz przemawiał jako świadek Miłości, która nie opuszcza. Jak pisał Jan Paweł II: „Człowiek nie może żyć bez miłości. (…) Jeśli nie odnajdzie miłości, nie może zrozumieć samego siebie”. Tamtego dnia wielu po raz pierwszy od dawna poczuło, że miłość to nie iluzja ani uczucie, lecz prawdziwa obecność, która zacumowała właśnie w ich sercach.
Nie słuchajmy proroków zagłady
W naszych czasach łatwo uwierzyć, że wszystko przemija. Słyszymy, że wartości się skończyły, że świat już nie zna prawdy, że człowiek to tylko przypadek, który nie ma sensu. Głosy te nie leczą, lecz ranią. Nie przynoszą pokoju, lecz podsycają strach. Mówią: walcz, bo inaczej zginiesz. A Jan Paweł II mówił: „Nie lękajcie się. Otwórzcie drzwi Chrystusowi”.
To nie był tylko apel z pierwszego dnia jego pontyfikatu, to było i jest nieustanne wezwanie do każdego człowieka. Chrystus nie przyszedł, aby nas osądzać – przyszedł, by nas ocalić. On zna każdą naszą słabość i właśnie dlatego nie odwraca się, lecz pochyla się nad nami, wzywając do odkrywania Jego świętych tajemnic, Jego nieskończonego miłosierdzia. Człowiek, który pozwoli się dotknąć temu spojrzeniu, nie musi już szukać siły w przemocy, iż znajduje ją w czułości.
Nie potrzeba nam nowych ideologii. Potrzeba nam nowego serca. Serce to rodzi się nie z walki fizycznej, ale z duchowego zmagania, kiedy człowiek pozwala się objąć miłosierdziu. To jest braterstwo, które wyprzedza walkę, bo tylko braterstwo, które ma źródło w Bogu, może przezwyciężyć wszelki podział.
Jan Paweł II nie był ślepym optymistą, lecz widzącym prorokiem-pielgrzymem. Wiedział, że „demokracja potrzebuje mocnych fundamentów etycznych”. Patrzył na świat z raną serca, ale i z oczami, które widziały zmartwychwstanie.
W dolinie Elah (kamienie vs. chleb)
Każdy z nas ma swoją dolinę Elah – miejsce, w którym Dawid walczył z Goliatem, przestrzeń decydująca nie tylko o naszej przyszłości, ale bardziej o tożsamości. Każdego dnia stajemy przed wyborem: kamień albo chleb, osądzanie czy przebaczenie, zemsta lub miłosierdzie.
Kamień daje złudzenie mocy – chleb wymaga pokory. Kamień niszczy – chleb podtrzymuje życie. Kamień dzieli – chleb łączy. I choć ten pierwszy wydaje się szybszy i skuteczniejszy, tylko ten drugi daje życie, które może zbudować fundament, który będzie trwał wieczność.
Jan Paweł II – Wojownik w bieli – nie przyszedł z pięściami, ale z otwartym sercem i wyciągniętymi dłońmi. Nie walczył o wygranie publicznych debat, walczył o ludzkie serca i ludzką godność. Wiedział, że świat nie zmienia się od zewnątrz, lecz od środka, i że dopóki człowiek nie przemieni się sam, to żadna struktura nie ocali świata.
Jak powiedział w Warszawie: „Człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa”. To w Jego ranach uczymy się, że prawdziwa siła, która przynosi zbawienie, nie wyklucza, lecz przygarnia, że braterstwo, które wyrasta z miłości, jest najpotężniejszą siłą dziejów.
Pielgrzymi nadziei
Nie przyszliśmy na świat, by go posiąść. Przyszliśmy, by przez niego przejść, lecz nie jako wędrowcy bez celu, ale jako pielgrzymi, mający dom i Ojca, który na nas czeka. Każda łza, każde zmaganie, każde „zmiłuj się nade mną”, wypowiedziane z głębi duszy, prowadzi nas ku Niebu.
Jan Paweł II był pielgrzymem nie tylko dlatego, że przemierzył ziemię wzdłuż i wszerz, ale dlatego, że przemierzył ją wewnętrznie z sercem, które płonęło, by przemieniać ludzkie serca. Całym sobą dawał przykład człowieczeństwa, które szanuje inne kultury, ale równocześnie trwa przy tym, co prawdziwe.
Nie szukał siebie, lecz innych niosąc słowo, które było większe niż on sam. Słowo, które świat próbował uciszyć, ale które w nim płonęło jak ogień nieugaszony. Jan Paweł II uczył, że „nie ma wolności bez solidarności. (…) nie ma solidarności bez miłości! Więcej: nie ma przyszłości człowieka i narodu bez solidarności”.
Być pielgrzymem nadziei to nie znaczy mieć plan, mieć wszystko poukładane, to znaczy ufać, nawet gdy nie widzimy jeszcze brzegu. To wierzyć, że nie jesteśmy pomyłką, lecz zapowiedzią. Że nie jesteśmy porzuceni, ale posłani i wyznaczeni. Nawet jeśli nasza droga biegnie przez krzyż, to nie kończy się w grobie. Bo gdzie kończy się wędrówka, zaczyna się prawdziwe pielgrzymowanie.
BIBLIOGRAFIA
1. https://parafiabialogon.pl/wojownik-w-bieli/
2. Benedykt XVI (Joseph Ratzinger), Jan Paweł II. Mój umiłowany Poprzednik, Częstochowa 2007.
3. Jan Paweł II, Centesimus annus, 1991.
4. Jan Paweł II, Homilia inaugurująca pontyfikat,1978.
5. Jan Paweł II, Homilia na Placu Zwycięstwa, Warszawa 1979.
6. Jan Paweł II, Przemówienie w Gdańsku,1987.
7. Jan Paweł II, Przemówienie w UNESCO, Paryż 1980 r.
8. Jan Paweł II, Redemptor hominis, 1979.
9. Jan Paweł II, Sollicitudo rei socialis (1987).
A więc, Ojcze…
(modlitwa o pokój i solidarność)
Nie proszę o siłę w walce,
ale o serce gotowe kochać.
Nie o zwycięstwo,
ale o przebaczenie.
Nie o argumenty,
ale o ciszę, w której przemawia Twoje słowo.
Naucz mnie być bratem – nie lepszym, ale bliższym.
Naucz mnie nieść krzyż – nie dla pokazania siły, ale dla zjednoczenia z Tobą.
Naucz mnie wracać – nie ze strachu, lecz z miłości.
Bo tylko wtedy, gdy wrócę do Ciebie
jako syn, jako brat, jako pielgrzym,
ukażę braciom, czym jest solidarność.
